środa, 18 grudnia 2013

Jak śliwka w kompoSt!

Tu następuje powitanie. Dziś nie ma Siatki, choć parę jeszcze czeka, by odkryć je w tym miejscu. Chciałam jednak podzielić się jeszcze jedną moją, nie tyle pasją, co czasoumilaczem no i uśmiechodawcą. Historia zaczyna się tak...
Przez osiemnaście lat kuchnia gryzła mnie i drapała od progu, a bezstresowe wychowanie moich rodziców doprowadziło wręcz do tego, że nie potrafiłam za siebie odnieść naczyń do zlewu po jedzeniu. Jakim więc zaskoczeniem było dla mnie samej, gdy pewnego dni z przyczyn dość pokrętnych (bo miłosnych), zabrałam się za pieczenie placka drożdżowego. Łatwo można sobie to wyobrazić. Mąka, kawałki ciasta i pestki od śliwek były dosłownie wszędzie, a mnie (uwaga!) uśmiech nie schodził z twarzy. Najpierw z niecierpliwością trzylatka czekałam aż urosną drożdże, a potem siedziałam cały okres pieczenia przed piekarnikiem, który to okazał się być sto razy lepszą rozrywką niż telewizor.
Wpadłam jak... Śliwka w kompoSt! Placek urósł piękny, podręcznikowy wręcz, a ja już po cichu przewidywałam moją tragedię, choć jeszcze nie do końca byłam jej świadoma. Placek zaniosłam do mieszkania trzech starych kawalerów. Chyba do końca życia nie zapomnę wyrazów ich twarzy kiedy wpychali do ust całe wielkie kawałki tego drożdżowca.
Gwóźdź do trumny. Tak, tak, okazało się, że uwielbiam piec! I kuchnia nie jestem jednak potworem, a wręcz przeciwnie, chatką czarodziejki, którą staję się, gdy do niej wchodzę.

A to są moje ciasteczka na dziś, musli z jabłkami i cynamonem.


A żeby nie było, że to tylko takie zwykłe ciasteczka, to pokażę jeszcze moje ulubione jadalne (małe, niemałe) dziełko sztuki, Arbuzowy Potwór, tada-am!


Na koniec dodam tylko, że nie lubię ani cynamonu, ani musli, ani arbuza, za to uwielbiam umorusane i uśmiechniete pyszczki bliskich mi ludzi. No i co ciekawe, mimo całego uwielbienia do pieczenia, zupełnie nie lubię gotować. 

Ktokolwiek doczytał do końca, podziwiam i życzę miłego wieczoru.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz